Tuesday, 3 May 2016

Where the angels learn to fly

Calling Florence an “astonishing city” or a “magnet for tourists” would be a cliché, but at the same time certainly not an exaggeration. But why exactly is the city so popular? First of all, the people who live there have a tendency to be great. Secondly, the wide range of museums and thousands of objects displayed in them can make you feel dizzy. Finally, Florence has somehow managed to be an important part of pop culture. Without further ado, let's analyse this phenomenon.

Nazwanie Florencji „niesamowitym miastem” czy „magnesem na turystów” może i jest banałem, ale na pewno nie wyolbrzymieniem. Co czyni miasto tak popularnym? Po pierwsze, ludzie, którzy tu mieszkają mają skłonność do bycia wielkimi. Po drugie, szeroki wybór muzeów i ich bogate kolekcje mogą przyprawić o zawrót głowy. Wreszcie, Florencji jakimś cudem udało się być ważną częścią popkultury. Bez zbędnych ceregieli spróbuję zanalizować jej fenomen.

 View of the dome of Cattedrale di Santa Maria del Fiore / 
Widok na kopułę katedry Santa Maria del Fiore
The famous Eastern doors to the Baptistery, also known as the Gates of Paradise / 
Słynne Wschodnie drzwi do baptysterium, nazywane także Drzwiami Raju


San Marco - the religious complex, which consists of a church and a convent, is famous for monastic cells and a rich collection of sacral art. / 
San Marco - kompleks sakralny, który składa się z kościoła i klasztoru, jest znany z cel i bogatej kolekcji sztuki religijnej.

The city of renaissance has been the home (by birth or by choice) to many recognised artists, whose works are admired to this day. The most famous resident is Dante Alighieri – the author of The Divine Comedy. You may or may not know that he was also a politician. In fact, because of his conflict with the local government, he was sentenced to death and, as a result, left the city forever. Another renowned writer who originated in Florence is Boccaccio – the author of The Decameron (a collection of tales or novellas). The city has also opened its arms to visionaries like Leonardo (his museum is not far from the main square), Michalangelo and Brunelleschi. The last two left traces all over the city.

Miasto renesansu stało się domem (z racji urodzenia lub z wyboru) wielu uznanych artystów, których prace są podziwiane po dziś dzień. Najsłynniejszym z nich jest Dante Alighieri – autor Boskiej Komedii. Wiedzieliście, że było on także politykiem? Z powodu konfliktu z lokalnymi władzami został nawet skazany na śmierć, przez co opuścił miasto na zawsze.
Kolejnym wybitnym pisarzem, który pochodził z Florencji był Boccaccio – autor Dekameronu.
Miasto otworzyło swoje podwoje także dla wizjonerów pokroju Leonarda (jego muzeum znajduje się w pobliżu rynku), Michała Anioła i Brunelleschiego. Ślady dwóch ostatnich są rozsiane po całym mieście.


Leonardo da Vinci Museum demonstrates his inventions in an understandable and pleasurable manner. / Muzeum Leonarda da Vinci prezentuje jego wynalazki w zrozumiały i przyjemny dla oka sposób.


 The interior of the Uffizi Gallery / 
Wnętrze Galerii Uffizi
The Cattedrale di Santa Maria del Fiore reflected in the window of Uffizi / 
Odbicie katedry Santa Maria del Fiore w oknie Uffizi

I was quite optimistic, or should I say naive, thinking that it would be possible to see the whole city in one day. If you want to have a relatively well-functioning brain and undamaged feet, the best way to achieve this is by prolonging your stay. What a revelation!
At any rate, the two most famous art galleries are a good place to start. Uffizi is home to a wide range of renaissance paintings, among which are Botticellis's Madonnas and Birth of Venus – one of the world’s most recognizable works of art. Galleria dell'Accademia, which is equally interesting, proudly exhibits a collection of sculptures; the most famous example being Michelangelo's David. An interesting fact: it was installed in Piazza della Signoria in 1504 and remained there for nearly 400 years (now it's clean, but imagine it covered with a few layers of pigeon excrement).

Byłam optymistką lub raczej naiwniakiem, sądząc, że uda się zobaczyć całe miasto w jeden dzień. Jeżeli, tak jak ja, nie możecie przedłużyć pobytu, spróbujcie się ograniczyć do kilku najsłynniejszych obiektów.
Na początku warto odwiedzić dwie słynne galerie. Uffizi jest domem dla wielu renesansowych obrazów m.in. autorstwa Botticellego: Madonn (l.mn.) i Narodzin Wenus – jednego z najbardziej rozpoznawalnych dzieł sztuki. Równie interesująca Galleria dell'Accademia z dumą prezentuje kolekcję rzeźb, z których najsłynniejsza to Dawid Michała Anioła. Ciekawostka: posąg został zamontowany na Piazza della Signoria w 1504 roku i pozostał tam przez blisko 400 lat (teraz jest czysty, ale wyobraźcie go sobie pokrytego przez kilka warstw gołębich ekskrementów).





 The interior of Galleria dell'Accademia / 
Wnętrze Gallerii dell'Accademia
The facade of Palazzo Vecchio, next to which David once stood / 
Fasada Palazzo Vecchio, obok którego niegdyś stał Dawid

After visiting Uffizi and Galleria dell'Accademia, which is already quite exhausting, it's only fair to go to Cattedrale di Santa Maria del Fiore (in short: Duomo). Catching a glimpse of it from the outside is enough to answer the question of why it took almost 600 years to built. But only after witnessing the marvelous dome can you appreciate the cathedral in all its glory. We owe it to the aforementioned Brunelleschi – a brilliant architect who also designed many of the city's other landmarks (churches, chapels and Hospital of the Innocents). However, the dome of the cathedral is undoubtedly his greatest accomplishment.

Po zwiedzeniu Uffizi i Gallerii dell'Accademia, co już jest dosyć wyczerpujące, wypadałoby się udać do katedry Santa Maria del Fiore (w skrócie: Duomo). Wystarczy spojrzeć na jej fasadę, żeby odpowiedzieć na pytanie dlaczego budowa zajęła prawie 600 lat, jednak dopiero po obejrzeniu okazałej kopuły można w pełni docenić jej wielkość. Jest to zasługa Brunelleschiego – wspaniałego architekta, który zaprojektował dla miasta wiele innych charakterystycznych obiektów (kościoły, kaplice, a także Szpital Niewiniątek). Niemniej jednak to właśnie kopuła Duomo, jest jego najwspanialszym dziełem.

Work on the neo-Gothic facade of Duomo ended in 1887. / 
Prace nad neogotycką fasada Duomo zostały zakończone w 1887 roku.

 The interior and dome of Duomo / 
Wnętrze i kopuła Duomo

Taking into consideration such a long history and rich tradition, it seems quite impossible for the city not to live in the past. In fact, it's quite the opposite. Not so long ago, the whole world (or at least the literate part of it) was electrified by Dan Brown's Inferno. And guess where the action takes place? Right here, in Firenze. Fans of the thriller can go on a special guided tour through places mentioned in the book.
It has not escaped my attention that the city has become quite commercial in recent years. I have seen it used as a backdrop for more than a few action movies, romantic comedies and dramas. Worth mentioning are The Dark Knight Rises, Hannibal and A Room with a View.

Typically for an Italian city, life takes place mainly on the streets. The residents don't seem intimidated by the presence of architectural wonders. They've actually found a way to blend in a myriad of cafés, colourful sandwich bars, exclusive restaurants and leather accessories shops.

Biorąc pod uwagę tak długą historię i bogatą tradycję, wydaje się niemożliwe, żeby miasto nie żyło przeszłością. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Nie tak dawno temu cały świat (lub przynajmniej jego piśmienna część) emocjonował się Inferno Dana Browna. Zgadnijcie, gdzie rozgrywa się akcja książki. Dokładnie tutaj, w Firenze. Fani thrillera mogą udać się na wycieczkę śladami miejsc w nim wspomnianych.
Nie uszło mojej uwadze, że miasto w ostatnich latach stało się dosyć komercyjne. Widziałam je jako tło dla wielu filmów akcji, komedii romantycznych i dramatów. Są to m.in. Mroczny Rycerz powstajeHannibal i Pokój z widokiem.
Życie we Florencji, jak w większości włoskich miast, toczy się głównie na ulicach. Mieszkańcy nie wydają się przytłoczeni obecnością cudów architektury. Znaleźli sposób, żeby wcisnąć między nie niezliczone kawiarnie, kolorowe bary z kanapkami, ekskluzywne restauracje i sklepy z galanterią skórzaną.



All'Antico Vinaio, the well-known sandwich bar, is really easy to find - you just have to follow the smell and a hungry crowd. / 
All'Antico Vinaio, kultowy bar z kanapkami, jest bardzo łatwo znaleźć, kierując się zapachem i podążając za rzeszą zgłodniałych przechodniów.
French fry pizza? Why not. / 
Pizza z frytkami? Czemu nie.
One of many leather accessories shops. After some time I stopped looking at the prices... / 
Jeden z wielu sklepów z galanterią skórzaną. Po jakimś czasie przestałam patrzeć na ceny...

The coexistence of past and present may be the key to the attractiveness of the city. After seeing it with my own eyes, I must admit that its reputation is well deserved. Once you've been to Florence, you will certainly go back. I could replace the proper noun with many other places I've been to. But why would I?

Współwystępowanie przeszłości i teraźniejszości może być kluczem do atrakcyjności miasta. Zobaczywszy je na własne oczy, mogę śmiało stwierdzić, że w pełni zasłużyło na swoją sławę. Po odwiedzeniu Florencji z pewnością tam wrócisz. Mogłabym zastąpić nazwę miasta wieloma innymi miejscami, w których kiedyś byłam. Mogłabym, ale tego nie zrobię.

Who would have thought: street art in the city famous for Renaissance architecture doesn't dazzle, but pleases the eye! / 
Kto by pomyślał: sztuka uliczna w mieście słynącym z perełek architektury renesansowej nie razi, ale cieszy oko!
Loggia dei Lani - an outdoor sculpture gallery on Piazza della Signoria / 
Loggia dei Lani - galeria rzeźb na świeżym powietrzu przy Piazza della Signoria
Duomo by night - a beautiful sight at the very end of our excursion / 
Duomo nocą - piękny widok na zwieńczenie naszej wycieczki




Friday, 22 April 2016

Bologna in 72 hours p. 2

Dwa miesiące temu obiecałam, że niedługo zamieszczę na blogu ciąg dalszy opisu naszej wycieczki do Włoch. I oto jestem - z niewielkim opóźnieniem.
W ostatnim wpisie napomknęłam tylko o zwyczajach kulinarnych, dlatego teraz wynagrodzę wam to rażące zaniedbanie. Oto jak wyglądałby typowy dzień Włocha (nie biorąc pod uwagę pracy, studiów i innych zapełniaczy czasu między posiłkami): śniadanie - można powiedzieć, że nie istnieje. Zadowalają się jego symboliczną namiastką (supermocna Kawa* + rogalik) i niezmiernie się dziwią, że można inaczej. W ciągu dnia - kilka kolejnych Kaw i kanapki (w kolejnym poście zobaczycie, że nieco się różnią o naszych wyobrażeń zaczerpniętych ze szkolnych śniadaniówek). Aż wreszcie... chwila, na którą wszyscy czekają - Kolacja**. To nie tak, że całodzienny pośpiech, hektolitry kofeiny i zadowalanie się małymi przekąskami w jakiś sposób ich męczą. Po prostu wieczorny posiłek jest dla nich pretekstem do spędzenia czasu w gronie przyjaciół, w towarzystwie butelki dobrego wina i jeszcze lepszego jedzenia. Cena często przeciąga się do późna w nocy, nic więc dziwnego, że następnego ranka, który nierzadko jest początkiem normalnego dnia roboczego, Włosi marzą o podwójnym espresso.
Jeżeli planujecie zaprosić do siebie przyjaciół z tego kraju lub po prostu chcecie zorganizować kolacje we włoskim stylu, mam dla was kilka wskazówek:
  1. Bardzo możliwe, że jedna butelka wina nie wystarczy. I lepiej, żeby nie było to Fresco.
  2. Warto dać na stół serwetki. Zwłaszcza, jeżeli zdecydujecie się na kolację na zimno. Nie zdziwcie się, jeżeli goście jedzenie z półmiska będą sobie nakładać bez użycia sztućców.
  3. Raczej nikt nie poprosi o herbatę - chyba, że ma 40 stopni gorączki. W końcu wino jest najlepszym remedium na wszystko (zwłaszcza na trawienie).
  4. Zadbajcie o niezobowiązującą atmosferę, a rozmowa potoczy się sama.
  5. Co podać? My, mieszkając u Matilde, ani razu nie dostaliśmy spaghetti w ścisłym tego słowa znaczeniu. Pierwszego dnia zostaliśmy uraczeni mięsnymi pulpecikami - specjałem jej mamy, a w kolejnych dniach jedliśmy lasagne, bulion z tortellini (o nich parę słów w dalszej części tekstu) oraz wspomnianą wyżej kolację na zimno, na którą składały się: białe sery (m.in. ricotta), wędliny (szynka parmeńska, mortadela), świeża sałata z pomidorkami i kilka rodzajów chleba. Ostatni pomysł wydaje mi się najlepszy - przygotowanie nie wymaga zbyt wiele wysiłku, a degustacja tych wszystkich smakołyków sprawia mnóstwo radości.
  6. Deser jest miłym dodatkiem, ale nie koniecznością. Jeżeli jednak nie możecie się bez niego obyć, polecam włoskie ciasto czekoladowe, które wyglądem i smakiem przypomina równie pyszne brownie.
Z pełnym zaspokojeniem moich kulinarnych marzeń będę niestety musiała poczekać do kolejnej wizyty we Włoszech. Równie dobrze mogłabym się wybrać do włoskich delikatesów i upichcić coś sama, ale zawsze będzie czegoś brakowało. Może zaraźliwego śmiechu Matilde? Albo wspólnego oglądania festiwalu w San Remo? Jeżeli wycieczka do Włoch czegoś mnie nauczyła, to właśnie tego: jedzenie to idealna okazja do spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi, dlatego nie powinno się rezygnować ze wspólnych posiłków, a wręcz przeciwnie - uczynić je przyjemnym rytuałem na zakończenie dnia.


*nie bez powodu z dużej litery - dla nich to świętość
** tutaj też z premedytacją

 Bologna in pictures
Na sam widok tych wszystkich smakołyków można dostać ślinotoku... Jestem z siebie dumna, bo przez większość wyjazdu wydawałam pieniądze tylko na kawę.



Szerokie ulice kontrastują z uliczkami pełnymi sklepików i kawiarni - Bolonia nie jest pod tym względem wyjątkowa, ale na pewno ma coś w sobie, skoro przyciąga turystów jak magnes.


  
Tortellini wyglądem przypominają polskie uszka. Bolończycy nie wyobrażają sobie bez nich Świąt. Ze względu na duże zainteresowanie, zamówienia są składane nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ceny mogą odstraszać - zaczynają się od 100 złotych za kilogram!


Tabaccheria - warto zapamiętać. Wbrew nazwie, to nie tylko sklep z tytoniem, ale także miejsce, gdzie można zrobić zakupy pierwszej potrzeby, zagrać w totka, usiąść na krześle barowym i napić się kawy lub czegoś mocniejszego. 
[Poza tym: farmacia - apteka (prawie na każdym rogu), gelateria - lodziarnia (porcje od 2,5 euro), drogheria - sklep spożywczy.]

  
Widok na miasto od strony południowej. Swojsko - smog prawie taki, jak w Krakowie.
Klasztor San Michele in Bosco - zbudowany w średniowieczu. Był m.in. barakami i więzieniem. Od XIX wieku stanowi siedzibę szpitala ortopedycznego.






Na spacer po przedmieściach Bolonii lepiej przygotować się jak na górską wycieczkę. Nas na przykład czekało sporo wspinania, włamanie się do cudzej winnicy i zabłądzenie na mokradłach.




  


Komunikacja miejska jest nieco poplątana - chociaż kursują tu tylko autobusy i trolejbusy, naprawdę nie jest łatwo się połapać. (W sumie to samo sobie myślałam, jak byłam w Wilnie, więc chyba nie jestem wiarygodnym źródłem...). Polecam ściągnięcie sobie na telefon mapy z zaznaczonymi przystankami i planowanie podróży przed wyjściem z domu/hostelu. I nie zdziwcie się, jeżeli autobus odjedzie wam sprzed nosa, chociaż staliście na przystanku od dobrych kilku minut - można wsiadać tylko przednimi drzwiami. 
  
Centrum miasta - trudno z niego uciec. Ale... w sumie po co? 
666 kolumn i prawie 4 kilometrów (z czego spora część pod górę). Niezła trasa biegowa, prawda? Ale to także, a właściwie przede wszystkim, Via di San Luca, którą wierni udają się do sanktuarium św. Łukasza. Bolończycy mają sentyment do tego kościoła - po pierwsze dlatego, że jest to jedna z pierwszych budowli, które widzą wjeżdżając do miasta, po drugie, ponieważ studenci miejscowego uniwersytetu wypraszają tutaj zdanie egzaminów.

Tuż przed zmrokiem czekała nas nagroda w postaci przepięknych widoków na cztery strony świata.


Przyjazny dla środowiska rower czy szpanerski motor? Włosi coraz częściej wybierają to pierwsze.

Z wizytą na najstarszym europejskim uniwersytecie. Za 72 lata będzie on obchodził dokładnie 1000 lat istnienia! (Dla porównania Uniwersytet Warszawski świętuje w tym roku dwusetne urodziny.)
Już na pierwszy rzut oka widać, że żyje przeszłością - w co drugim budynku znajduje się muzeum lub chociaż pamiątkowa tablica. Matilde potwierdziła moje przypuszczenia, że sale są często zatłoczone, a sprzęt przestarzały. Nie odstrasza to jednak studentów, którzy przyjeżdżają tu z całego świata.

Okolice uniwersytetu są pełne kontrastów - np. po jednej stronie ulicy (Via) Zamboni znajduje się muzeum Palazzo Poggi (zdj. na dole) i kilka cichych kościołów, a po drugiej barwne, i nierzadko kontrowersyjne, murale.

  Bolońska Wenecja niestety nie umywa się do opolskiej.
Biedny Neptun... Ani chwili spokoju. Albo fotografują go ze wszystkich stron albo, co gorsza, badają go od środka.

Zawsze można pomarzyć... Na tzw. window shopping najlepiej udać się na Via dell'Indipendenza.
Parco Montagnola w pobliżu dworca autobusowego 
Niedaleko naszego miejsca pobytu (w San Lazzaro di Savena) znajdował się cmentarz z grobami polskich żołnierzy. Mijaliśmy go codziennie w drodze do miasta. Był to jeden z ostatnich widoków przed naszym odjazdem.

*            *            *

To jeszcze nie koniec postów o naszej wyprawie do Włoch. Została jeszcze Florencja.
SPOILER: